czwartek, 22 października 2015

Wycieczka w Jaseniky czyli podróże małe i duże

W ostatni tydzień września zrobiliśmy wycieczkę w Jaseniki. Nie wiem dlaczego nigdy wcześniej nie wybraliśmy się tam, bo to przecież od nas naprawdę blisko. Do wyjazdu zachęcili nas przyjaciele, którzy byli tam latem. Trasa z Gliwic zajęła nam około dwóch godzin, a w Bieszczady ostatnio jechaliśmy chyba pięć i strasznie się dłużyło.  A to już Jaseniky właśnie-


W pewien sposób Jaseniki przypominają mi Bieszczady ..... choć to jednak nie to samo...ale zobaczcie sami.



Jeleni Studanka w oczekiwaniu na herbatkę z Kelly Kettle - (super sprzęt na wypady) wystarczy kilka gałązek i jest wrzątek :)



Ztracene kameny i Ztracene skały





 Stare słupki graniczne -1740


 I ostatni kadr z pierwszego dnia kamienny świątek przy parkingu na Skrtku - trochę przypomina Światowida, a jednocześnie ma jakiś taki falliczny kształt :)


Schronisko i restauracja na Seraku - to już drugi dzień wędrowania powoli łydki dają się we znaki ...a schodzenie po schodach to jakaś męczarnia... ech brak kondycji, ale to wszystko przez windy!!!!


 A w oddali widać Pradziada 



 Oj na szczycie zimno i nieźle wieje, ale za to jakie widoki...






Trzeci dzień - niedziela i spory tłum turystów w Karlowej Studance... trudno było znaleźć miejsce dla samochodów nawet na płatnym parkingu, ale jakoś się udało.








W tym małym budynku jest pijalnia wody zdrojowej.


Jak widać zauroczyła nas drewniana zabudowa uzdrowiska i te okiennice....

Dla chętnych do odwiedzenia Jaseników przetartymi szlakami - krótki opis naszej wycieczki.

 Wybraliśmy trasę widokową ... odsłoniętymi grzbietami górskimi. Podjechaliśmy autobusem z Karlovej Studanki do przystanku Ovcarnia. Większość osób wychodzi stamtąd na Pradziada, który jest najwyższą górą na Morawach. My wybraliśmy trasę na południowy zachód w kierunku parkingu na Skritku, gdzie zostawiliśmy samochody. To chyba najlepsza metoda... najpierw kierowcy zawożą samochody na miejsce docelowe, zostawiają tam samochody i wracają razem jednym do punktu wyjścia na trasę. Po drodze była Jeleni studanka (kamienny szałas przy źródełku), Ztacene kameni i Ztracene skały.
Drugiego dnia podjechaliśmy pociągiem, który okazał się autobusową komunikacją zastępczą (remont torów). Pod dworzec podjechały trzy autobusy = wagony. Najbardziej nam się spodobał wagon bagażowy czyli mały busik . Dojechaliśmy do Ramzowej, a stamtąd wyciągiem krzesełkowym z przesiadką aż na Serak. Trochę zmarzliśmy na wyciągu, temperatura była bliska 5 st. C. Próbowaliśmy się rozgrzać na górze w schronisku, ale tam w restauracji był niezły tłum.... a w barze można się było tylko napić gorącej kawy. Niestety dla dzieci nie było herbaty ani gorącej czekolady, coś tam się zepsuło.... i została kofola z wrzątkiem !!!!! Ale przynamniej chwilę odtajaliśmy w ciepłym pomiesczeniu i potem na szlak. Trasa w miarę łatwa przez Keprnik, Vozkę i Cervena Horę i zejście do Cervenohorskego Sedla, gdzie stały już  zawiezione tam wcześniej rano samochody.
Trzeci dzień to krótki wypad do Karlovej Studanki.
Zachęcam do wybrania się w Jaseniki.

P.S.
Chodzimy w gry z przyjaciółmi, którzy mają dzieci w podobnym wieku... Jak wiadomo nie ma niczego gorszego niż nudzące się dziecko i pytania jak długo jeszcze.... dlatego kiedy są rówieśnicy dużo szybciej mija im czas.... czasami tak bardzo potrafią się zagadać, że nawet nie zauważają kiedy już stają na szczycie góry.  W miarę dorastania tylko tematy dyskusji się zmieniają... Czasami trzeba stosować środki dopingujące lub może turbodoładowanie czyli czekoladkę albo żelki :). Na dorosłych to też działa. Piosenki marszowe, przy dłuższych trasach po płaskim też się przydają :) pod górę nie polecam śpiewania :))))
 Cieszę się, że nasze w zasadzie dorosłe córki  jeszcze chcą z nami jeździć na wycieczki.

wtorek, 22 września 2015

Jak zrobić strój Calineczki - uzupełnienie

Ostatnio gdzieś na "dnie wielkiej szafy" znalazłam strój Calineczki, który szyłam mojej córce na przedstawienie przedszkolne. Strój był pożyczany  zaprzyjaźnionym dzieciom i myślałam, że już do mnie nie wrócił.... a tu nagle jest :)  Ponieważ sporo osób ogląda post (klik) o tym stroju postanowiłam zamieścić uzupełnienie..  
Podstawą stroju jest biały, trochę grubszy bawełniany  T-shirt oraz biały i różowy tiul. Strój  już kilka karnawałowych zabaw ma za sobą.... ale jak widać przetrwał :) 
Był przerabiany, a w drugiej wersji dodałam różowe, dłuższe tiulowe rękawy
 



Na przodzie bluzki doszyłam aplikację zrobioną z różowej satyny... (podklejonej cienką flizeliną)

 I uszyłam przepaskę na włosy



 Na koniec kilka zdjęć dla zachęty... dla tych, którzy nie mają ani overlocka, ani za wielkiej wprawy w szyciu...  Fotografie stroju od wewnątrz - czyli to czego na szczęście nie widać :))))
  


Ale na prawej stronie wygląda nieźle :)
Jeszcze dla przypomnienia moja Calineczka w pierwszej wersji sukienki

Pozdrawiam i zachęcam do szycia... . czasem wystarczy tylko chcieć...

poniedziałek, 14 września 2015

Poduszka z motylem czyli malowankowa sztuka użytkowa

Tym razem motyl usiadł na....  poduszce .... gigantyczny motyl. 
Dzisiejszy post będzie zawierał minimum słów  :) 
zapraszam









Poszewkę kupiłam gotową w JYSK, do namalowania motyla użyłam farby akrylowej do tkanin FEVICRYL, a wzór na materiał przeniosłam jak zwykle za pomocą kalki technicznej przerysowując obrazek  miękkim ołówkiem 3B.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mnie... bądźcie czujni, bo już niedługo zorganizuję CANDY

czwartek, 10 września 2015

Tyta dla pierwszoklasisty

W ostatnią niedzielę sierpnia robiłam tytę dla ciotecznego bratanka (o ile w ogóle tak można określić nasze pokrewieństwo)... który właśnie zaczął naukę w szkole.
Krzyś jest wielbicielem Kubusia Puchatka dlatego na tycie koniecznie  musiał się pojawić miś o bardzo małym rozumku, Tygrysek i Prosiaczek.
Na kolorowym papierze wydrukowałam znalezione w internecie postacie do kolorowania. Wycięłam poszczególne części i ponaklejałam. Pisakiem namalowałam paski na ubranku Prosiaczka i nosek. Dokleiłam jeszcze dwa gotowe obrazki z gazety... nie starczyło mi już czasu na wycięcie postaci z papieru. Brystol na tytę, zwinęłam i skleiłam taśmą dwustronną, brzegi uzupełniłam klejem Magic. Całość została owinięta celofanem. Organzę i celofan spięłam zszywaczem.
I gotowe ...





Oczywiście tyta powinna zostać wypełniona słodyczami.



 Do zrobienia tej tyty wykorzystałam kolorowe kartki z bloku technicznego formatu A4:
białą, czerwoną, pomarańczową, różową, żółtą i zieloną
Kremowy brystol formatu 100x70cm 
celofan i organzę.
Zdjęcia zrobione w biegu.... niestety nie uwieczniłam etapów powstawania i wycinanek,  a do tego celofan skutecznie zmniejsza przejrzystość i nie widać składania elementów zwierzątek.

 Czy u Was też jest taki zwyczaj osłodzenia pierwszego dnia szkoły?



wtorek, 11 sierpnia 2015

Torba na zakupy z kieszonką z motylem czyli malowankowa sztuka użytkowa

W ramach motylowo - siatkowego szaleństwa powstały jeszcze dwie torby. Każda z podszewką i kieszonką z motylkiem. Wierzchni materiał - ciemnografitowy, a w zasadzie czarny materiał zasłonowy z IKEA, kieszonka z motylem to czarne płótno bawełniane, podszewki - męskie bawełniane koszule z ulubionego sklepu z używaną odzieżą
Torby mają wewnętrzne kieszenie i karabińczyk na tasiemce do przypięcia kluczy... żeby łatwiej je było znaleźć, bo przecież czegoż to nie ma w damskiej torbie :)
Dzisiaj torba zrobiona dla mojej kuzynki Agnieszki


Kilka zdjęć  etapów powstawania torby.... Malowanie na kawałku czarnego płótna najpierw biały podkład...




  Po namalowaniu, przycięłam do odpowiednich wymiarów i od tyłu przyprasowałam flizelinę.... potem ramka z  paseczków materiału...


W kolejnym etapie dodałam kwadrat z podszewki i zaszyłam ramkę... tak moja kieszonka  wygląda od przodu przygotowana do przeszycia


Kilka następnych etapów szycia zostało pominiętych :) trzeba było po prostu przyspieszyć prace....





I jeszcze raz zdjęcie torby  w całości


Największym problemem była biała farba, jak już wspominałam we wcześniejszym  poście.... w końcu chyba znalazłam metodę... wylałam trochę farby na paletę i pozostawiłam na chwilę, żeby zgęstniała i wtedy dało się malować...
Producent farby zaleca pozostawić na 24 h do wyschnięcia  i dopiero wtedy  przeprasować... zwykle robię to jednak przyspieszając to suszeniem suszarką do włosów :)