sobota, 3 czerwca 2017

Co zrobić żeby zaktywizować młodzież?

No właśnie,  trudne pytanie i niestety nie mam na nie odpowiedzi.... Nasunęło mi się w związku z konkursem na etiudę filmową o bioróżnorodności, jaki ogłosił Śląski Ogród Zoologiczny,
Na konkurs, który był skierowany  do młodzieży gimnazjalnej i ponadgimnazjalnej oraz studentów wpłynęło tylko  7  prac!!

W tym samym czasie zoo ogłosiło jeszcze konkurs na hotelik dla owadów tym razem skierowany do przedszkolaków i uczniów szkoły podstawowej... i tu już wpłynęło 150  prac!!!

Skąd taka różnica? Czy to kwestia  zbyt małej reklamy i nagłośnienia informacji o konkursie? (faktycznie moja córka dosyć późno się o nim dowiedziała, a na dodatek koniec kwietnia był fatalny jeśli chodzi o możliwości filmowania w terenie....)

A może łatwiej pracować z małymi dziećmi, które są jeszcze pełne zapału i chęci do działania.   Ale dlaczego ten zapał z wiekiem słabnie...... a może po prostu nasze dzieci wciąga świat YouTube'a, gier komputerowych i seriali... I pewnie niestety jest to głównie nasza (rodziców) wina.... Dużo łatwiej jest posadzić dziecko przed komputerem, niż się z nim pobawić czy zrobić coś razem... Jesteśmy zagonieni, wiecznie nie mamy czasu....
Więc może w ten weekend zróbmy coś razem z dziećmi... coś innego niż zwykle... wyłączmy komputery, komórki, internet .... Takie święto po Dniu Dziecka :) czas dla nas UNPLUGGED

Na szczęście moim dzieciom się jeszcze coś chce :).  Młodsza zrobiła film właśnie na konkurs, o którym pisałam na początku posta
można go zobaczyć tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=Du0o5zPpocc

 Zachęcam do głosowania-

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu
Agnieszka





poniedziałek, 27 marca 2017

Wiosenna torba z tulipanami czyli malowankowa sztuka użytkowa

Ostatnio spacerując po starym mieście zauważyłam nowy sklep z tkaninami. Oczywiście
 musiałam wejść i się rozejrzeć.... rzuciła mi się w oczy śliczna bawełna z tulipanami....
Nie zastanawiałam się długo i kupiłam większy kawałek  Właśnie ten materiał zainspirował mnie
 do uszycia wiosennej torby i kilku jeszcze innych rzeczy, ale o nich innym razem.
Dzisiaj w roli głównej występuje wiosenna torba na zakupy.


Tulipany na zewnątrz i wewnątrz ...


  I jeszcze zbliżenie na kwiaty... miałam z nimi duży problem....wyjątkowo nie chciały się dać namalować....  nakładałam więc kolejne warstwy, aż w końcu  powstał taki obrazek.

 
Do zrobienia torby wykorzystałam kawałek grubszej bawełnianej tkaniny, flizelinę do wzmocnienia 
brzegów i uszu torby, bawełnę w tulipany na podszewkę, zamek i farby akrylowe do tkanin:
 białą, dwa odcienie czerwonej, żółtą, dwa odcienie zielonej i brązową.
W następnym poście pokażę inne tulipanowe "uszytki"
Pozdrawiam Was słonecznie i wiosennie

P.S. Wyjaśniam wszystkim zaniepokojonym , że przy sesji fotograficznej nie ucierpiały żadne drzewa :) kawałki drewna  na ostatnim zdjęciu - to efekt wiosennego  przycinania dużej ilości krzewów. 

sobota, 11 lutego 2017

Torba z malowanym piernikiem

Zrobiłam kolejną torbę z motywem piernikowym, tym razem namalowałam serduszko.

 Torba najpierw wyglądała tak

Zostawiłam piernik do wyschnięcia, a wtedy moje starsze dziecię zadało pytanie czy będę jeszcze lukrować ...  Zaczęłam się zastanawiać czy faktycznie nie pozostawić go bez wzorów ... tak w czystej postaci :)
Ale w końcu zdecydowałam się jednak "polukrować"


Torba ma wszytą w środku kieszonkę, zamykaną na zamek i pasek z karabińczykiem na klucze.


W następnym poście pokażę nasz strój z balu przebierańców :) 
Bo przecież karnawał jeszcze trwa ...
Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mnie  :)

niedziela, 1 stycznia 2017

Pomysł na świąteczny prezent

Trochę mnie tu nie było, ale nie próżnowałam, szyłam, malowałam,  a w międzyczasie chodziłam do pracy :)
...... i robiłam, oczywiście, przedświąteczne porządki  ... nie starczyło tylko czasu na napisanie posta. Zastanawiałam się jaki prezent dać moim koleżankom na święta i postanowiłam zrobić dla nich poszewki na poduszki. Oczywiście namalowałam mój ulubiony świąteczny wzór - pierniczki. Zrobiłam trzy wersje poszewek, wyglądają tak -


Poszewka jest dwustronna, z tyłu ma gwiazdkowy materiał - śnieżynki na szarym, albo czerwonym tle. Materiał ze śnieżynkami na szarym tle upatrzyłam w sklepie internetowym już przed poprzednią wigilią ale niestety trochę za późno zaczęłam zamawiać.... i już nie było wersji szarej  :(
 Na szczęście tym razem był dostępny, więc jedna z poszewek ma szary tył.



  I druga poszewka



 Wreszcie ostatnia



Po namalowaniu pierniczków dodałam wstążki. Nawlekłam je na dużą igłę i przeciągnęłam przez materiał (podobnie jak w hafcie wstążeczkowym). Jak widzicie poszewki mają wzory zindywidualizowane, tę  powyżej zrobiłam dla małej dziewczynki. Królik i pies to jej nieodłączni towarzysze :). 
I jak wam się podobają takie prezenty?
Na koniec chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia wspaniałego nowego roku 2017... mnóstwa świetnych pomysłów, a przede wszystkim sił i chęci do ich realizacji.


wtorek, 29 listopada 2016

Torba z malowanym piernikiem

Zaczął się już ADWENT , a to znaczy, że można już robić pierniki. Dlatego w ostatni weekend zrobiłam dwie piernikowe torby :)



 Piernik namalowałam akrylami do tkanin.






 Materiał wierzchni - IKEA,  kieszonka- materiał groszki z e-tasiemka.
Obie torby niby identyczne a jednak się różnią...


Przy malowaniu pierwszego piernika zrobiłam podkład białą farbą. I jak widać na zdjęciu powyżej (!!!) farba przesiąknęła na drugą stronę. Drugi piernik malowałam od razu, mieszając kolorowe farby z białą.
Tym razem torby nie miały podszewki tylko wszytą kieszonkę, zamykaną na zamek.
I jak Wam się podobają pierniczkowe torby?

niedziela, 20 listopada 2016

Torba z chińską różą

Kolejna torba z motywem różanym, tym razem z ketmią czyli chińską różą. Wierzchni materiał to bawełniana  tkanina (IKEA),  podszewka - bawełna z domieszką poliestru (Jysk). Kwiatek namalowany akrylowymi farbami do tkanin (FEVIKRYL, TEKSTYKOLOR Prolil). Wzór przeniosłam, odrysowując go na kalce technicznej miękkim ołówkiem. Najpierw namalowałam pod całością rysunku biały podkład- bazę, a potem resztę kolorów. Poczekałam aż wyschnie i utrwaliłam prasując żelazkiem przez papier śniadaniowy.
 I gotowe :)




Tym razem zrobiłam troszkę szerszą torbę; z boku przyszyłam tasiemki, którymi można ją zwęzić...



w środku kieszonka zamykana na zamek błyskawiczny.  Kieszonka jest dość obszerna, żeby zmieścić nawet największy portfel :)


Niestety zdjęcia nie są najlepszej jakości, pogoda za oknem nie nadawała się do wykonania porządnej sesji fotograficznej. Torba była prezentem urodzinowym i całkiem świeżutka trafiła w sobotę do swojej nowej właścicielki.  W środku torby przyszyłam krótką smycz do przymocowania karabińczyka na klucze.... ale zapomniałam go doszyć.... przy następnej okazji będę musiała go dostarczyć :)

niedziela, 13 listopada 2016

Piękna nasza Polska cała czyli wielokulturowość Podlasia



 W związku z 11 listopada post o różnorodności kulturowej Polski
Dzisiaj jeszcze jedno wspomnienie z Podlasia - meczety w Bohonikach i Kruszynianach. Mieszkają tam polscy Tatarzy już od XVII wieku, czyli niespokojnych czasów wojen szwedzkich. Zamiast żołdu (deficyt w królewskiej kasie) darowano im ziemię, możliwość ożenku z polskimi kobietami (chociaż nie wiem czy to nie był warunek konieczny). Mogli zachować swoją wiarę i wybudować meczety. 

  Kruszyniany

  Kruszyniany 
  Bohoniki 

Budynki w swojej architekturze są dość skromne, podobno dlatego, że Tatarzy znali się na walce i wojnie, a nie na budownictwie. Zlecili zadanie polskim, miejscowym majstrom, którzy potrafili budować  z materiału, którego było pod dostatkiem. W związku z tym powstały drewniane meczety z niewielkimi minaretami.

Tatarscy żołnierze nazwiska przyjęli od swoich żon. Nie wiedziałam, że nazwisko Kozakiewicz jest tatarskie!!!. Wielu polskich tatarów wyjechało za chlebem do Ameryki m.in. aktor Charles Bronson.
 Opiekun meczetu w Kruszynianach powiedział, że często turyści pytają go czy czuje się Polakiem, a on zawsze odpowiada, że JEST POLAKIEM, ma tylko inną wiarę i azjatyckie korzenie.
Jeśli będziecie w Kruszynianach albo Bohonikach warto jeszcze zobaczyć mizar, czyli cmentarz. Są na nim groby tatarów z całej Polski, w ich zwyczaju umarłych trzeba pochować na nowym miejscu, dlatego mizar się rozrasta. Zaraz za bramą znajdują się najstarsze groby,    



a potem te współczesne, zresztą zupełnie podobne do naszych. Stare groby to dwa duże kamienie, jeden ułożony w „głowie” i zorientowany na wschód, a drugi, mniejszy w „nogach”, a pomiędzy nimi małe kamyki jak obwódka, zarys spoczywającego w ziemi ciała.
To zdjęcie współczesnego  grobu-  to chyba grób imama, bo w zasadzie pozostałe pomniki od strony wschodniej mają napis po arabsku, a z drugiej po polsku. 

Oba meczety można zwiedzić, mieliśmy takie szczęście, że zupełnie przez przypadek przyjechaliśmy do Bohonik w piątek przed 13.00. Z głośnika w minarecie rozlegał się głos wzywający na modlitwę. Zaciekawieni podeszliśmy, żeby się zorientować, czy będzie można wejść do środka. Miła starsza pani, w chustce na głowie, poinformowała nas, że musimy trochę poczekać. Siedliśmy na ławeczce,  w cieniu meczetu i zobaczyliśmy ciekawą scenkę: przyszedł jakiś pan, siadł niedaleko na ławce, zdjął buty i skarpety, odkręcił kran, który był obok ławki, umył nogi, uszy (!) i wszedł do środka. Było dość gorąco i drzwi oraz okna były otwarte. Mogliśmy usłyszeć modlitwę i podejrzeć jak się modlą...ale ponieważ nie  chcieliśmy przeszkadzać i nie wiedzieliśmy jak długo trzeba będzie czekać,  poszliśmy na drugą stronę ulicy coś zjeść. Mała restauracja, a w zasadzie bardziej bar z domowym, tatarskim jedzeniem. Zamówiłam pieriekaczewnik  z serem i rodzynkami (chyba tak to się nazywało), To był kawałek jakby ciasta francuskiego albo ciasta na strudel z nadzieniem, podany na ciepło, była jeszcze wersja z jabłkami i cynamonem i wersja słona z kapustą i grzybami....pyszne. Akurat skończyliśmy jeść kiedy z meczetu zaczęli wychodzić ludzie. "Starsza pani" zdjęła chustkę, ręką poprawiła krótkie włosy i zaprosiła wszystkich do środka, bo w międzyczasie zdążyły nadjechać dwa autokary z turystami. Ale zmieściliśmy się wszyscy. Poproszono nas o zdjęcie butów i zostawienie ich w przedsionku. Ponieważ nie trwała już modlitwa, kobiety mogły wejść do głównej części, a nie tylko do części żeńskiej. Siedliśmy na podłodze, na dywanie, gdzie kto mógł.  I nasza "miła starsza pani" zaczęła opowieść  

o tym, skąd w ogóle TATARZY w Bohonikach, o ich zwyczajach, trochę o islamie,  o ceremoniach ślubów, pogrzebów. Po prostu o ich życiu, opowieść była bardzo ciekawa i w żywy sposób przekazana. Potem, w drugim meczecie usłyszeliśmy znowu historię Tatarów, ale ponieważ mówił miejscowy przewodnik, więc zwracał uwagę na inne aspekty ich życia. Zresztą ciekawiło nas wszystko, a mówca chętnie udzielał odpowiedzi na zadane pytania. Również jego z uwagą wysłuchaliśmy,  Myśleliśmy że jest imamem, ale sprostował, że tylko opiekunem meczetu, zresztą ma żonę, katoliczkę...hm... to by chyba wyjaśniało dlaczego zna tyle dowcipów o teściowych :)
Jeśli planujecie wakacyjne podróże warto przyjechać na Podlasie,
Nawiasem mówiąc nie jest to cykl postów sponsorowanych  :)