czwartek, 23 października 2014

Dwa dni w Paryżu czyli podróże małe i duże

Tak naprawdę to podtytuł powinien być "Paryż w biegu" oczywiście za przewodnikiem.
   Pomimo tego było pięknie... a przewodnik bardzo sympatyczny i konkretny :) a poza tym ...obiad w knajpce na Montmartrze i krótka chwila wolnego czasu żeby posłuchać ulicznych muzyków i tych co śpiewają w knajpach,

 kilometry poszukiwania w Luwrze "Koronczarki" Vermeera i kodeksu Hammurabiego...

  dłuuuuga kolejka na wieżę Eiffla, a potem widoki.....



fabryka perfum, wycieczka statkiem po Sekwanie,



 
 witryny sklepów,
opera,  kościoły


 przejazdy metrem...... a na deser francuski gotyk w najlepszym wydaniu czyli katedra Notre Dame w Reims (tu byli koronowani francuscy królowie) oraz oczywiście najsłynniejsza z wszystkich świątyń czyli Notre Dame w samym Paryżu.





 Jeszcze z okien autobusu widoki na współczesną dzielnicę drapaczy chmur La Defense



W wycieczce towarzyszyły mi moje córki, które były po raz pierwszy we Francji oraz .... szczurek.

Dwa dni to właściwie wersja super mini mini... Następnym razem musimy się wybrać na dłużej, tak żeby posmakować miasta, siąść w knajpce na ulicy, pójść na zakupy :) zgubić się w metrze.... choć to prawie się nam już udało :). Uważajcie na przystanki końcowe metra, gdzie wyjście jest na dwie strony pociągu  :) bo można się zdziwić, że reszta wycieczki jest właśnie po tej  drugiej stronie :)
Moja relacja jest też trochę mini w porównaniu do wrażeń i widoków jakie cały czas mam przed oczami.... Ale to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy....




wtorek, 30 września 2014

Post o przemijaniu i konieczności rewitalizacji

W 2008 roku namalowałam moje pierwsze torby, jedną z nich była torba dla mojej siostry z jej ukochanym psem. Torba jest cały czas używana, prana, prasowana. Początkowo wyglądała tak

    
Kilka lat już minęło .... torba trochę wyblakła,


 ale w najgorszym stanie są jej uszy .... po prostu materiał nie wytrzymał.




 Szyłam z surówki lnianej (?) po latach używania materiał zrobił się idealnie gładki, ale jednocześnie łatwy do podarcia. Postanowiłam przywrócić jej życie czyli poddać rewitalizacji :) Piękne słowa, które po prostu oznaczają doszycie nowych pasków jako uszy :) i wzmocnienie spodu. Taki efekt uzyskałam :)


Malowałam farbami akrylowymi do tkanin, to były moje pierwsze farby- profil  tekstykolor z serii czerwonej (do malowania na jasnych materiałach). Na zdjęciach widać jak malowanka przetrwała upływ czasu. Chyba nie jest najgorzej :)

poniedziałek, 22 września 2014

Prawdziwie piracka koszulka

Przeglądałam moje archiwum zdjęciowe w poszukiwaniu zdjęcia jednej z moich pierwszych malowankowych toreb (następny post będzie właśnie o przemijaniu i konieczności rewitalizacji).
Ale do rzeczy, natknęłam się na zdjęcie koszulkowej malowanki, którą zrobiłam w 2008 roku. Koszulka powstała jako prezent urodzinowy dla kolegi mojej młodszej latorośli. Żałuję, że nie mam więcej zdjęć, bo fajnie wyszła. Ale cóż, jak zwykle u mnie, malowana była dość szybko przed imprezą urodzinową i nie było możliwości zrobienia odpowiedniej sesji zdjęciowej :( Zostało mi po niej tylko jedno zdjęcie ...






niedziela, 14 września 2014

Błękitny motyl na lnianej torbie czyli malowankowa sztuka użytkowa

Uszyłam kolejną lnianą torbę, tym razem z brązowego lnu. Podszewkę do tej torby wypatrzyłam w SH. Była z niej bardzo ładna męska koszula :) ,  trochę mi było żal pociąć ją na podszewkę, ale... na szczęście w końcu okazała się trochę za mała na mojego Ulubionego Męża... i po dylemacie :). Do brązowego lnu i podszewki w drobne wzorki brązowo-beżowo-niebieskie pasował tylko ... niebieski motyl
I tak na nowej torbie zamieszkał motyl modraszek :) Torba powstała dla mojej koleżanki - wrześniowej solenizantki.
A teraz kilka zdjęć



Wnętrze torby z dwiema kieszonkami: zamykaną i otwartą, oczywiście musi być karabińczyk na przypięcie kluczy.


Jeszcze zbliżenie na malowanego motylka...



Jak zwykle malowałam akrylami do tkanin, tym razem użyłam tylko trzech kolorów: niebieskiego, białego i czerwonego.

czwartek, 4 września 2014

Dzień w Ostrawie czyli podróże małe i duże

Pod koniec sierpnia postanowiliśmy przetestować niedawno oddany wiadukt w Muszynie na autostradzie A1. Pogoda była w sam raz odpowiednia na zwiedzanie..... Ostrawy, bo w właśnie to miasto było naszym celem. Trochę pochodziliśmy po centrum, zrobiliśmy masę zdjęć secesyjnym kamienicom .... 



 I nie tylko ... bo zaskoczył nas taki napis:




Czasami bywam w Katowicach ale jakoś nigdy rurek nie jadłam ... nie wiem nawet czy katowiczanie wiedzą z czego słyną :)
Wracając do architektury... szczególnie spodobała mi się jedna willa. Poniżej kilka zdjęć czyli secesja pełną gębą :) i z każdej strony









A tu poniżej rzeźba przed Domem Sztuk Pięknych (tak to chyba należałoby tłumaczyć ).


W sobotę w południe centrum miasta trochę jakby wymarłe, niewiele osób widać na ulicach, sklepy otwarte najwyżej do 12.00 albo w ogóle. Dlaczego? No cóż, niedaleko znajduje się wielki sklep czyli duże centrum handlowe, które powstało na terenach poprzemysłowych. W CH, jak to w takim miejscu sporo ludzi, otwarte sklepy ... Dość dużo ciekawej przestrzeni, atria, galerie, ale jednak -  to tylko  centrum handlowe.... na dobrą sprawę dużo stali, blachy falistej i szkła..... niby HIGH - tech, ale rodzi się pytanie jak te budynki będą wyglądały za 50 lat czy 100 lat, a taka secesyjna kamienica po 100 latach wciąż może zachwycać.

Przed centrum handlowym plac zabaw, bardzo fajny ale na upał nie polecam, bo ani kawałka cienia. po prostu trawnikowa pustynia. Ale z chęcią bym się powspinała :)



A potem pojechaliśmy do Ostrawskiego ZOO. Jestem nim zauroczona, podoba mi się sama lokalizacja ZOO na trochę pofalowanym terenie. Jest dużo zieleni, trochę starego, trochę nowego - nowe pawilony albo stare, ale przebudowane. Drewniane pomosty, barierki, kilka pawilonów zostało ostatnio gruntownie wyremontowanych, chociaż jeszcze nie wszystkie zakończone. Zdziwił mnie wspólny wybieg dla małp i niedźwiedzia, ale widocznie tolerują swoje towarzystwo (czytaj:widocznie niedźwiedzie nie zjadają małp). 

 Jak widać nie lubią też sesji fotograficznych :)

  A jak myślicie co to za zwierzę urodziło się w czerwcu 2013 r i  jest o godzinie 14.00 karmione ?


A takie, które o 18.00 już śpi :) co widać poniżej



Jeszcze jednego niemowlaka w Zoo widziałam



Jednak najwięcej czasu spędziliśmy przed wybiegiem czerwonej pandy. Kiedy panda wyszła z zarośli każdy wyciągnął swój aparat, albo chociaż komórkę i fotografował, bo trzeba przyznać że zwierzak jest fotogeniczny :) choć niekoniecznie chciał pozować :) ale jest po prostu słodki ... 


Panda ze stoickim spokojem wcinała pędy bambusa, chociaż dookoła wybiegu pełno zapalonych fotografów uzbrojonych w sprzęty różnorakie od aparatów z wieeeelkim zoomem, po komórki. Brak odpowiedniego sprzętu dotkliwie odczuwała moja starsza latorośl, która nieopatrznie zostawiła swój specjalny obiektyw w samochodzie... Lustrzanka trochę waży, a po całym dniu chodzenia każdy ma trochę dosyć więc wzięła ze sobą tylko jeden obiektyw. potem strasznie narzekała. Dlatego wszystkim paparazzi radzę zabrać odpowiedni sprzęt :)

Na koniec jeszcze foto jednej atrakcji dla dzieci, którą też chętnie wypróbowałabym :)



czwartek, 28 sierpnia 2014

Letnia sukienka z "Anny"

Dzisiaj się wreszcie pochwalę sukienką, którą uszyłam dla siebie w lipcu. Jestem bardzo dumna z tego "uszytku". Po pierwsze po raz pierwszy szyłam z wykroju z Anny, po drugie po długim okresie przerwy uszyłam wreszcie coś do noszenia i na dodatek dla siebie :) po trzecie szycie nie trwało dłużej niż trzy dni  wliczając drobne przerwy :) na zajęcie się rodziną, czytaj: czasami przecież coś trzeba jeść :)
Sukienka wygląda tak:




Jak już wspomniałam szyłam z Anny nr 2 z 2014 r.  Model nr 1. Niestety moje wymiary nie pasują do numeracji z Anny, dlatego musiałam trochę przerobić wykrój ... zebrać trochę u góry (stanowczo dekolt był za szeroki), a dodać na dole ... a poza tym w oryginale sukienka ma podszewkę, a ja chciałam sukienkę na lato czyli jak najbardziej przewiewną.
Nie obyło się bez kliku wpadek, ale z zewnątrz nie widać :)  Zamiast odszycia dekoltu użyłam tasiemki ze skosu i .... niestety nie wdałam jej przy szyciu... przez co dekolt źle się układał! Sukienka miała być gotowa na wyjście w sobotę, a tu piątek wieczór, więcej tasiemki już nie miałam!!!! Więc nacięłam tasiemkę w kilku miejscach po obwodzie  ... . i od razu lepiej się układa, przynajmniej od zewnątrz :)  od środka niestety nie jest idealnie. Sukienkę się bardzo dobrze nosi, więc może jeszcze poprawię to odszycie :), żeby również wewnątrz była ładna :) Chyba uszyję z tego modelu jeszcze jedną i już wiem jak ją lepiej dopasować :)
No cóż, ćwiczenie czyni mistrza :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Torba z różową orchideą czyli malowankowa sztuka użytkowa

Lubię lniane torby, takie z kolorową  podszewką i  namalowanym małym obrazkiem. Co więcej lubię takie torby robić. Ostatnio uszyłam torbę z różową orchideą.



Długo szukałam motywu do namalowania, miał to być  kwiat. Jakoś żaden do mnie nie "przemawiał", straciłam masę czasu nad wyborem :), a może moje ukochane malwy, a może mieczyki, albo irysy.... W końcu wybór padł na orchideę.... co prawda do podszewki lepiej pasowałaby róża, ale.... niedawno powstała już taka torba :)



 Niestety... ponieważ nie miałam za dużo czasu od momentu uszycia do chwili kiedy mnie opuściła mam tylko kilka zdjęć. Na dodatek pogoda nie sprzyjała zdjęciom w plenerze :(   ... ach ten deszczowo jesienny koniec wakacji. Ale nie mogło zabraknąć zdjęcia z kwiecistego środka torby...

Torba już cieszy swoją nową opiekunkę :)

Do uszycia torby potrzebne były:
podszewka - ulubiony kwietny materiał z JYSK (z 5 metrowego kuponu już mało zostało) ,
len z domieszką (IKEA)
taśma wzmacniająca uszy i brzeg torby (wszyta od środka) 
farby akrylowe do tkanin, z dużą ilością białego koloru jako "gruntu"
karabińczyk (do przypięcia kluczy)....

a przede wszystkim mobilizacja i WENA, bo ostatnio jakby zapał osłabł.

Pocieszam się, że to letnie upały i ogólnie klimat wakacji mnie rozleniwiły ...
Chociaż to chyba jednak mój nałóg- czytanie książek.... mnie dopadło - ostatnio "Piąty elefant" Pratchetta :)
Pozdrawiam wszystkich czytelników :)